Piraci z Karaibow

Slonce, morze i my… 馃檪

Bylismy juz zmeczeni. Bardzo zmeczeni. Codziennie inne miejsce gdzie skladalismy nasze znuzone glowy do snu. Codziennie mijalismy inne krajobrazy, poznawalismy nowych ludzi, a potem znowu autobus i kolejn cel. Ciekawe, nieciekawe, glosne, ciche, piekne, brzydkie… to wszystko zaczynalo nie miec znaczenie, musielismy odpoczac.

Dwa dni temu wsiedlismy w autobus po raz kolejny. Jechalismy bita droga pare godzin az dotarlismy do granicy Guatemali z Belize. Nielegalnie chcieli pobrac od nas oplate za wyjazd, ale bylismy ostrzezeni i sie postawilismy. W koncu sie od nas odczepili, ale wszyscy inni turysci grzecznie dali sie nabrac. Eh. Nielatwo byc turysta.

Po drugiej strony granicy, niby powinno byc podobnie. Niby powinni byc tacy sami ludzie, taki sam jezyk, taki sam krajobraz. Ale okazalo sie, ze w Belize inne jest wszystko. Wszystko to kiedys nalezalo do Hiszapanii, ktora podbila te tereny, ale na karaibach, na wyspach zagniezdzili sie angielscy piraci. Ci piraci zaczeli lupic Hiszpanskie statki, i trudno sie dziwic, ze Hiszpanii sie to nie bardzo podobalo. Zwrocila sie ona wiec do Anglii z uprzejma prosba o zrobienie z tym porzadku. Jak sie to Anglii udalo do konca nie wiemy, ale piraci grzecznie osiedlili sie na wyspach. Problem w tym, ze osiedlilo sie ich tak duzo, ze jezyk angielski zaczal tu dominowac i pierwotna ludnosc zaczela byc bardziej przychylna Anglii niz Hiszpanii zanim ta druga zdazyla sie zorientowac. Probujac ratowac sytuacje Hiszpania zaoferowala Anglii Belize w zamian jesli ta wybuduje droge do Guatemali. Anglia wziela Belize natomiast droga do teraz nie jest wybudowana. Belize juz jest panstwem samym w sobie chociaz wciaz najwyrazniej kochaja Angielska krolowa (ktora pojawia sie zarowno na banknotach jak i znaczkach), a Guatemala nie utrzymuje stosunkow z Anglia.

Przez cala ta historie Belize jest anglojezyczne i jest ogromna mieszanka ludnosci – sa tu murzyni (ktorzy nie pojawiali sie Guatemali i Meksyku), ale sa tez wszystkie inne mieszanki (oczywiscie wlaczajac tez majow). Sa tez rozne inne jezyki (np. mieszanka angielskiego, francuskiego i afrykanskiego – nie pamietam jak sie nazywa). Jest tu bardziej amerykansko niz centralno-amerykansko, wszyscy sa totalnie wyluzowani i nadzwyczaj uprzejmi.

Dojechalismy wiec do tego kraju i od razu ruszylismy na wyspe. Na tej wyspie znalezlismy nadzwyczaj tani hostel, ale tez nadzwyczaj goracy i wczoraj leglismy na plazy. Fajnie mozna by pomyslec… Plaza tutejsza jednak nie posiada piasku i jest bardzo twarda. Mimo, ze woda jest lazurowo niebieska i plywaja w niej roznobarwne rybki, na wyspie rosna palmy wiedzielismy, ze plazy nie przyjdzie nam dlugo wykorzystywac.

Wieczorem udalo nam sie znalezc tania knajpke gdzie w zbitej malej szopie (1.5 x 1.5 m) przygotowywano niesamowicie dobre (i o dziwo bardzo tanie) homary i kurczaki. Przysiedlismy sie wiec na lawie z grupa innych czekajach ludzi i przy milej rozmowie (glownie z amerykanami) spedzilismy koniec dnia.

Dzisiaj byl najmilszy dzien. Najmilszy, bo spedzilismy go w wodzie. Pojechalismy lodka (udalo nam sie tak trafic ze bylismy tylko my, para z Texasu i 2 przewodnikow) w morze – do rafy koralowej. Cala ona jest rezerwatem przyrody i nie mozna nic dotykac, ale gdy patrzylismy az bylo nam zal, ze nie mamy aparatu podwodnego. Bylo bardzo kolorowo. Wszedzie cos plywalo. Wieksze, mniejsze, byly i duze wodne zolwie i ogromne, piekne muszle (niestety nie moglismy ich zbierac – taka szkoda!), spedzilismy tam troche czasu zanim poplynelismy w kolejne miejsce, inna czesc rafy koralowej (ta rafaj jest druga najwieksza na swiecie), tam byly rekiny – ale takie niegrozne, z paszczami pod spodem. Zaczely sie one tam zbierac, poniewaz kiedys rybacy czyscili w tym miejscu swoje ryby i one te resztki zjadaly. Teraz czekaja na turystow, ktorzy przyplywaja. Jak tylko lodz przyplynie one podplywaja, wiec gdy tylko weszlismy do wody one byly wszedzie. Dotykalismy ich. Mialy chropowata, brazowa powierzchnie. Gdzie sie nie odwrocic tam byl rekin. Trwalo to chwile. Moze pol minuty, moze minute, potem sie rozpierzchly. Tak jak najpierw byly, tak teraz nagle ich nie bylo. Ale zostaly plaszczki. Rownie niesamowite. Moglismy do nich podplywac (nie bylo tam gleboko) dotykac ich. Byly bardzo sliskie. Widzielismy tez takie ryby, ktore chowaja sie w jaskiniach. Ponoc te moga byc niebezpieczne. Nasz przewodnich podplywal do nich z taka duza muszla, w ktorej siedzial krab i one szybko wychylaly sie z jaskini i.. cap za tego krapa. A potem chowaly sie spowrotem do jaskini.

Zrobilismy jeszcze jeden przystanek i mielismy szczescie. Nie zawsze bowiem udaje sie spotkac krowy morskie. My spotkalismy jedna. Nasza czworka ruszyla za nia aby przyjrzec sie jej lepiej. Krowa plynela wolno (jak to krowa), w pewnym momencie zatrzymala sie, odwrocila. Wszyscy zamarlismy bez ruchu aby jej nie przestraszyc. Spojrzala na nas swoimi malymi, krowimi oczami. Powachala nas swoimi ogromnymi, krowimi nozdrzami zastanawiajac sie zapewne czy stwarzamy dla niej jakies zagrozenie czy nie. Potem wolno, wolno obrocila sie i swoimi krowim tepem poplynela dalej.

Mielismy tam jeszcze mnostwo czasu aby samemu poogladac rafe koralowa i zyjace聽 niej stwory. I wtedy stalo sie. Musialo byc wtedy! Bartek spalil sie. Cale plecy – mimo, ze nasmarowane potrojnie bardzo wodoodpornym kremem dla dzieci – zrobily sie jaskrawo czerwone. Mimo to oboje uwazamy ten dzien za bardzo udany.

Na koniec jeszcze. Juz dlugo po powrocie, gdy slonce stalo sie mniej palace ruszylismy na poludniowa czesc wyspy. Wyspa sklada sie z dwoch wysp tak naprawde. Poludniowej czesci – gdzie mieszakamy i mieszka wiekszosc innych ludzi. I polnocnej czesci, ktora tworzy glownie rezerwat przyrody – las i tylko malo niedostepne domki i hotele gdzie ludzie przyjezdzaja (jako all inclusive) i sa z dala od wszystkiego, a blisko wody. Rzecz w tym, ze do polnocnej czesci nie mozna sie dostac droga ladowa, bo w 1961 roku byl ogromny huragan, ktory przedzielil wyspe na dwie czesci i do teraz nie zostal zbudowany zaden most. Myslelismy zeby wynajac kajak zeby poplynac na ta druga czesc, ale w ciagu dnia slonce pali zbyt mocno aby ryzykowac kolejne spalenia, a zmierzch przychodzi zbyt szybko. W zwiazku z tym ruszylismy na piesza wycieczke na poludniowa czesc naszej poludniowej czesci wyspy.

Spacer byl bardzo mily. Jest tam droga i niewiele posiadlosci, a jesli juz, to sa to miejsca prywatne, a nie hotele – zazwyczaj tubylcow mieszkajacych tu dlugo przed tym jak odkryli ta wyspe turysci. Sciezka idzie w lesie, z jednej strony morze, z drugiej drzewa. Wszedzie mnostwo roznych jaszczurek, takich maciupkich wielkosci malego palca i takich ogromnych jaszczurow wielkosci przedramienia. To byl piekny dzien.

Maja wsrod Majow

Ostatnio za malo sypiamy. Juz oboje zaczynamy tesknic za tym rzeczywistym miesiacem miodowym gdzie mozna sie wylegiwac pol dnia w lozku (albo na plazy), o niczym nie myslec, niczym sie nie stresowac tylko byc razem i cieszyc sie swoim swiezym malzenstwem. Dazymy do tego z coraz wieksza zawzietscia i coraz bardziej zgodnie tymczasem jednak sypiamy malo.

Przez granice Meksykanska udalo nam sie nielegalnie przeprawic dwa dni temu. Przeplynelismy lodka wczesnie rano przez rzeke i hop. Nagle znalezlismy sie w Guatemali. Potem troche sie zamieszalo i bardzo uprzejmi guatemalczycy zamiast na publiczny autobus zaprowadzili nas na turystyczny. Tym razem dalismy sie wrobic (turystyczne autobusy sa drozsze i wcale聽 nie koniecznie lepsze), dostalismy pieczatke wjazdu do Guatemali (tymczasem wiec legalnie jestemy w obu: Meksyku i Guatemali) i po dosc dlugiej i meczacej podrozy (zaledwie czesc drogi byla po asfalcie) dotarlismy do Flores – miasta polozonego na wyspie. Nie zabawiajac tam jednak dlugo wsiedlismy w kolejny autobus zeby dotrzec do Remate. Wies polozona nad jeziorem, ale juz w niedalekiej odleglosci od ruin w Tikal gdzie chcielismy dotrzec z samego rana nastepnego dnia (czyli dzisiaj). Wykapalismy sie w jeziorze, zjedlismy i padlismy wyczerpani do lozek.

Pobodka o 5:00 rano. Czemu? Tj, czemu tak wczesnie? Wg. wszystkich naszych informatorow w tych godzinach wlasnie powinno zwiedzac sie Tikal. Wczesnie, aby jeszcze nie bylo goraco, wczesnie aby moc jeszcze zobaczyc bogactwo zwierzat mieszkajacych w jungli. No i zwleklismy sie z lozek i pojechalismy.

Myslelismy ze Palenque bylo w Jungli, ale jak zobaczylismy Tikal, to przekonalismy sie czym na prawde jest jungla. To miejsce bylo w samym jej sercu! Lekko tylko i nie wszystkie piramidy zostaly jeszcze odnowione. Poza tym niektore z nich byly w sporych odleglosciach od siebie, wiec mielismy mozliwosc spacerowania i dzieki Bogu turystow wcale nie bylo tak duzo jak balismy sie, ze moze byc. Widzielismy malpy i tarantule i mnostwo pomaranczowych stonog. Byly i liany zwisajace z wysokich drzew i palm.聽 Zostalismy tam do godziny 2:00 i gdy zrobilo sie goraco bylismy zdziwieni, ze miedzy drzewami wcale nie dalo sie tego za bardzo odczuc. Jedynie troche pogryzly nas komary (mimo, ze zastosowalismy srodki przeciw nim).

O piramidach nie bede tym razem opowiadac duzo. Byly bardzo niesamowite, wybudowywane do ok 700 roku. Potem to miasto zaczelo wymierac na rzecz innych rozbudowujacych sie miast. Bardzo dlugo nikt nie interestowal sie jego pozostalosciami i dopiero w XIX wieku przyjechali pierwsi archeolodzy. Zrobilo na nas to miejsce duze wrazenie wlaczajc w to zarowno pieramidy i historie pozostalosc po kulturze majow jak i sama Dzungla.

Na popoludnie i wieczor wrocilismy do Flores. Przeszlismy sie po jego nabrzeznych ulicach. Jutro ruszamy do Belize! Belize, morze karaibskie, plaza i… mamy nadzieje, ze nasz dlugo wyczekiwany odpoczynek! 馃榾

pozdrawiamy Was wszystkich bardzo goraco, a zwlaszcza Marcie skladamyzyczenia imieninowe (mimo, ze u nas jest jeszcze 28, w Europie juz wstaje slonce 29.07 馃槈 bowiem miedzy nami jest 8 godzin roznicy)

Chiapas – na granicy cywilizacji Maj贸w

Po kilku dniach przerwy uda艂o nam si臋 znowu zasi膮艣膰 do komputera. Dzisiaj by艂 nasz ostatni dzie艅 w Meksyku. Ale po kolei…

Nasze b艂ogie chwile na Meksyka艅skiej pla偶y sko艅czy艂y si臋 bardzo przyjemnie, dniem mniej upalnym. Mimo, 偶e bardzo wystrzegali艣my si臋 przez ca艂y czas naszej wyprawy je藕dzic autobusami nocnymi (nale偶y tutaj podkre艣li膰, 偶e poci膮gi w Meksyku nie istniej膮 – albo raczej istniej膮, ale w 1996 zosta艂y sprywatyzowane zupe艂nie i teraz s艂u偶膮 jedynie do przewozu towar贸w) – a to ze wzgled贸w bezpiecze艅stwa. Tym razem jednak zdecydowali艣my si臋 pojecha膰 do San Cristobal de las Casas noc膮. Pow贸d by艂 jeden – tylko takie autobusy by艂y mo偶liwe. Dojechali艣my troch臋 zm臋czeni, ale bez 偶adnych nieprzyjemnych przeszk贸d nad ranem nast臋pnego dnia.

San Cristobal jest miasteczkiem kolonialnym polozonym wyzej co laczy sie z ni偶sz膮 i przyjemniejsz膮 temperatur膮. Znale藕li艣my do艣膰 opustosza艂y, ale dla nas jak najbardziej wystarczaj膮cy hostel gdzie zlo偶yli艣my nasze baga偶e i poszli艣my na zwiedzanie. Ulice w Meksyku w tym mie艣cie, jak i w wi臋kszo艣ci innych s膮 u艂o偶one w kratk臋 – zupe艂nie inaczej ni偶 miasta europejskie. Wynika to z tego, 偶e zanim zacz臋to je budowa膰 – planowano je. Nie rozrasta艂y si臋 wi臋c tak same z siebie jak miasta w Europie. W mie艣cince tej by艂o bardzo mi艂o, 艂adnie, ale i wi臋cej turyst贸w ni偶 w miejscach, kt贸re mijali艣my wcze艣niej. Dowiedzieli艣my si臋, 偶e w艂a艣nie w tym czasie (mimo, 偶e jest teraz tutaj zima) podr贸偶uje najwi臋cej meksykan贸w. Turystami wi臋c s膮 g艂贸wnie meksykanie z innych rejon贸w Meksyku. W rejonie Chiapas – czyli niejako wojew贸dztwie gdzie znajduje si臋 San Cristobal mo偶na znale藕膰 r贸偶ne inne atrakcje takie jak pi臋kne jeziora w parku narodowym (por贸wnywane do jezior Szkockich) i kanion. Wszystko jednak oddalone jest od miasta.

Dekoracje w San Cristobal

Kobiety sprzedaj膮ce r贸偶ne produkty

Majanka

Najpierw zdecydowali艣my si臋 na popo艂udniow膮 przeja偶d偶k臋 konn膮. Obtlukli艣my sobie nie藕le ty艂ki na cawboyskich siod艂ach aby dotrze膰 do miasteczka zwanego Chiamas. Nie by艂o tam prawie nic ciekawego. Nic poza ko艣cio艂em. Kosci贸艂k贸w jest tutaj bardzo du偶o – o religii katolickiej pisali艣my wcze艣niej. Ten kosci贸艂ek natomiast by艂 niezwyk艂y (niestety zabronione by艂o robienie w 艣rodku niego zdj臋膰). Gdy weszli艣my do 艣rodka nie zobaczyli艣my 艂awek. Ludzie siedzieli na ziemi. Ziemia natomiast zasypana by艂a d艂ugimi, zielonymi sosnowymi ig艂ami. Wsz臋dzie, ale to wsz臋dzie pali艂o si臋 mn贸stwo 艣wieczek. Ludzie siadali na ziemi zapaliali czasem chyba ze 100 d艂ugich 艣wieczek uprzednio odgarniaj膮c ig艂y i przyklejaj膮c je (艣wieczki) do posadzki za pomoc膮 wosku. Potem modlili si臋. Ach, sama obserwacja tych modl膮cych si臋 ludzi robi艂a wra偶enie! Dooko艂a sta艂y, ka偶da za szyb膮, lalki, czy te偶 figurki pokazuj膮ce r贸偶nych 艣wi臋tych. Ka偶da z nich podpisana i ka偶da z nich trzymaj膮ca lustro (nie doszli艣my do powodu tych luster). Najwa偶niejszym ze 艣wi臋tych by艂 Jan Chrzciciel – stoj膮cy na samym przodzie pod krzy偶em. Z przewodnika dowiedzieli艣my si臋, 偶e w tym ko艣ciele nie ma kap艂an贸w, nie ma 艣lub贸w, a s膮 jedynie odprawiane chrzty.

Jazda konna

Nast臋pnego dnia wybrali艣my si臋 na p贸艂-dniow膮 wycieczk臋 do kanionu. Trzeba tam by艂o dojecha膰 minibusem, a potem wsiada艂o si臋 w 艂贸dk臋. Zrobi艂o to na nas znow贸偶 niesamowite wra偶enie. Podczas dwugodzinnej przeja偶d偶ki byli艣my wstanie nie tylko zobaczy膰 ogromne ska艂y wyrastaj膮ce po obu stronach rzeki (w najwy偶szym miejscu na kilometr), ale nawet 2 krokodyle wyleguj膮ce si臋 leniwie na brzegu. By艂 to park narodowy, wi臋c dzi臋ki Bogu, poza 艂贸dkami nie by艂o wida膰 wiele ludzkiego wk艂adu w ten dziki krajobraz.

Krokodyl

Kanion

Czas goni艂 wi臋c po powrocie nale偶a艂o spieszy膰 do kolejnego autobusu. Przejecha膰 kolejne 6 h aby jeszcze przed noc膮 znale藕膰 si臋 w Palenqe. W San Cristobal zostawili艣my wiele niezbadanych miejsc i niezobaczonych rzeczy, ale przed nami mia艂a roztoczy膰 si臋 kraina maj贸w.

Dotarli艣my ze sporym sp贸藕nieniem, ale dali艣my rad臋 znale藕膰 hostel z wolnym l贸偶kiem, w kt贸re padli艣my wyczerpani (po zjedzeniu taco w pobliskim barze ma si臋 rozumie膰). Nie dane nam jednak by艂o spa膰 d艂ugo. Ju偶 z rana musieli艣my wsta膰 aby omin膮膰 t艂umy (co nam sie oczywiscie nie uda艂o) jad膮ce do ruin miasta Maj贸w.

Miasto Maj贸w ko艂o Palenque聽 prze偶ywa艂o sw贸j rozkwit ok. 600 roku naszej ery po czym upad艂o przypuszczalnie ze wzgl臋du na wyeksplotowanie 艣rodowiska (ostrze偶enie dla naszej cywilizjacji?).聽 Pozosta艂o艣ci po nim robi膮 du偶e wra偶enie – po艂o偶one w dolinie w d偶ungli, a na otaczaj膮cych je wzg贸rzach pobudowane 艣wiatynie w postaci piramid. Niestety na wiele z nich nie mogli艣my wej艣膰 i zobaczy膰 na przyk艂ad slynnej sali inskrypcji, w kt贸rej wypisano histori臋 rodu kr贸l贸w. Zapis ten w zapomnianym pi艣mie Maj贸w pom贸g艂 naukowcom nauczy膰 si臋 je znowu odczytywa膰. Pod jedn膮 z piramid znajdowa艂 si臋 slynny grobowiec najwi臋kszego w艂adcy Palenque. Na inne piramidy mogli艣my wej艣膰 podziwia膰 widoki na d偶ungl臋 i r贸wnin臋 Jukatanu, oraz pozosta艂o艣ci plaskorze藕b przedstawiaj膮cych w艂adc贸w, kt贸rych histori臋 wypisane by艂y pismem Maj贸w.

pismo maj贸w w Palenque

Palenque

Palenque

Na koniec pojechali艣my minivanem do granicy z Guatemal膮 w Frontera Corozal i tutaj czekamy na jutrzejsz膮 przepraw臋 przez rzek臋 i dalsz膮 podr贸偶 do Flores w Guatemali.

Dzisiaj my艣limy o Asi i Karolu, kt贸rzy za kilka godzin maj膮 艣lub oraz Marcie, kt贸ra w niedziel臋 obchodzi imieniny. 呕yczymy Wam wszystkim du偶o szcz臋艣cia.

Pacyfik

Mieli艣my chwil臋 przerwy od internetu, ale ju偶 nadrabiamy stracony czas i opisujemy co gdzie i jak…

Jeszcze raz dzi臋kujemy Wam bardzo za komentarze.

Ludzie w Meksyku…

W sumie, to troch臋 nam trudno opisa膰 dok艂adnie Meksykan, bo niewiele z nimi rozmawiamy. Mamy oczywi艣cie kontakt na zasadzie bycia ich klientami, obserwujemy ich na ulicy, na pla偶y, ale w hostelach, w kt贸rych nocujemy zatrzymuj膮 si臋 g艂贸wnie ludzie z zagranicy – tacy tury艣ci jak my.

Kazdy z tych turyst贸w ma te偶 na sw贸j spos贸b ciekaw膮 histori臋. W Oaxace dzielili艣my pok贸j z bardzo ch臋tnym do rozm贸w lecz na wszystko narzekaj膮cym ameryka艅skim staruszkiem. Twierdzi艂 on, 偶e podr贸偶uje po 艣wiecie czekaj膮c na 艣mier膰. Wcze艣niej by艂 na Filipinach, teraz w Meksyku, potem planowa艂 podr贸偶 do Stan贸w, tam 2 tygodnie pracy, aby wzmocni膰 sw贸j emerytalny bud偶et, a potem podr贸偶 do Egiptu. Zdawa艂 si臋 by膰 bardzo samotny, kilka razy sie mnie pytal, czy jeszcze wszystko ok w mal偶e艅stwie (powiedzieli艣my mu, 偶e jeste艣my na naszym miesi膮cu miodowym).

Na naszej drodze poznali艣my te偶 par臋 Irlandczyk贸w, ktorzy wla艣nie zaczynali intensywn膮 nauk臋 Hiszpa艅skiego. Rzucili wszystko w Irlandii aby przyjecha膰 do Ameryki Centralnej i Po艂udniowej na ca艂y rok, 12 miesi臋cy. Chcieli nauczy膰 si臋 Hiszpa艅skiego, ale i pom贸c co nieco tutejszej ludno艣ci. Ich podr贸偶 dopiero zaczyna艂a si臋, cieszyli si臋 na ni膮, na to co ich czeka, na to co nieznane, ale ju偶 teraz martwili si臋, 偶e w Irlandii teraz jest ci臋偶ko i jak wr贸c膮 mog膮 mie膰 problemy ze znalezieniem pracy.

Poznali艣my te偶 przemi艂膮 belgijk臋, kt贸ra na ulicy sprzedawa艂a gofry. Kilka razy przechodzili艣my ko艂o niej, a ona zawsze wita艂a nas z u艣miechem, zagadywa艂a… Dowiedzieli艣my si臋 偶e do Meksyku przyjecha艂a wraz z towarzyszem 5.5 roku temu. Mia艂a to by膰 w贸wczas 3-miesi臋czna podr贸偶 偶ycia. Ale zakochali si臋 w tym kraju i postanowili tu zosta膰. Niedawno uda艂o im si臋 wykupi膰 kawa艂ek ziemi w g贸rach, gdzie buduj膮 dom i hoduj膮 drzewa owocowe.聽 “Jeszcze nie ma dachu, ale jak by艣cie byli tu kiedy艣 znowu, to zapraszam”聽 powiedzia艂a ze szczerym u艣miechem t艂umacz膮c gdzie dok艂adnie znajduje si臋 jej dom. Mowi艂a, 偶e staraj膮 si臋 wsp贸艂pracowa膰 z plemionami india艅skimi i 偶e, chocia偶 s膮 bardzo biedni, takie 偶ycie w wolno艣ci i blisko natury sprawia, 偶e s膮 bardzo szcz臋艣liwi.

Przypadkiem te偶 natkneli艣my si臋 na wycieczk臋 francuz贸w z Pary偶a. “Dzie艅dobry” powiedzia艂a do nas dziewczyna, gdy dowiedzia艂a si臋, 偶e jeste艣my z Polski. Dowiedzieli艣my si臋, 偶e sp臋dzi艂a miesi膮c w Polsce nauczaj膮c Polak贸w francuskiego. Byli ze zorganizowan膮 wycieczk膮 – 3 tygodnie po Meksyku, taki ob贸z szkolny.

Takie s膮 r贸偶ne powody podr贸偶y i r贸偶ne losy ludzkie… ale faktem jest, 偶e du偶o wi臋cej turyst贸w jest tutejszych, pochodzacych z Meksyku. Zanim tu przyjechali艣my byli艣my bardzo ostrzegani przed Meksykiem i tutejszym bezpiecze艅stwem. Kradzie偶e mia艂y by膰 najmniejszym problemem, wojny narkotykowe, porywacze itd. Fakt jest taki, 偶e ani razu jeszcze nie spotkali艣my si臋 tu z 偶adn膮 nieuprzejmo艣ci膮, pr贸b膮 kradzie偶y (no.. raz tylko jeszcze w Meksyka艅skim metrze Bartek poczu艂 si臋 troch臋 obmacywany), ju偶 nie mowi膮c o powa偶niejszych niebezpiecze艅stwach. Nawet meksyka艅ska salmonella nas p贸ki co omija.

Ludzie s膮 na luzie, czas wydaje sie tu plyn膮膰 wolniej (chocia偶 autobusy si臋 nie sp贸藕niaj膮), nikomu si臋 nie spieszy. Spytani o drog臋 ludzie zawsze udzielaj膮 nam odpowiedzi – nie zawsze poprawnej. S膮 po prostu na tyle uprzejmi, 偶e chc膮 nam pom贸c, nawet je艣li nie wiedz膮 jak. W zwi膮zku z tym staraj膮 si臋 nam m贸wi膰 to co sami by zrobili w naszej sytuacji. Przez to jeszcze ani razu nie trafilismy bezpo艣rednio do celu naszych poszukiwa艅 i na Msz臋 艢w przyszli艣my wczoraj o godzin臋 za wcze艣nie.

Religia. Meksyk jest bardzo katolicki od czas贸w wprowadzenia si艂膮 przez Hiszpan贸w tej religii. Ale religia ta przeplata si臋 z ich dawn膮 religi膮 i wierzeniami. Jest to dla nas dosy膰 ciekawe do艣wiadczenie. Atmosfera w ko艣ciele jest zupe艂nie inna – chocia偶 ci臋偶ko to do ko艅ca okre艣li膰. Czytali艣my te偶, jeszcze w muzeum, 偶e w dalszym ci膮gu obchodz膮 oni tu swoje dawne (niekt贸re) rytua艂y. Ksi臋偶a s膮 na nie zapraszani.

Tu gdzie jeste艣my teraz – w Mazunte nad brzegiem Pacyfiku jest du偶o gor臋cej. 呕eby tu dotrze膰 musieli艣my przejecha膰 kr臋t膮, g贸rsk膮 drog膮 w d贸艂 6 h. Jak tylko wysiedli艣my z autobusu porazi艂 nas powiew gor膮ca,聽 a ludzie byli wyra藕niej ciemniejsi. Ich sk贸ra czasem jest niemal murzy艅ska, ale rzadko kto nosi tu sombrera (tak sobie wcze艣niej wyobra偶ali艣my Meksyk). Mimo, 偶e wcale nie przejechali艣my d艂ugiej drogi wyda艂o nam si臋, 偶e jeste艣my w innym kraju.

Domy ich tutaj pokrywaj膮 wyschni臋te li艣cie palmowe (my w swoim pokoju mieli艣my nawet sam膮 palm臋, kt贸ra wyrasta艂a wysoko ponad domek) i mimo, 偶e zaledwie miesi膮c temu przeszed艂 t臋dy churagan i zniszczy艂 wiele dom贸w – praktycznie jest to ju偶 niedostrzegalne.

W ci膮gu dnia upa艂 jest niemi艂osierny (dzisiaj jest troszk臋 lepiej), ale w oceanie te偶 ci臋偶ko wytrzyma膰, bo mimo, 偶e jest bardzo spokojny i ciep艂y jego si艂a jest niesamowita.聽 Fale niedaleko brzegu zaczynaj膮 sie powi臋ksza膰 coraz bardziej by w ko艅cu si臋 za艂ama膰 i z impetem rzucza膰 na pla偶e. Pr膮d jest bardzo mocny i nikt nie odwa偶a si臋 wyp艂ywa膰 zbyt daleko. Dooko艂a s膮 ska艂y i wsz臋dzie spaceruje mn贸stwo psow.

Finally honeymoon!

As much as we enjoyed last two weeks: first, wonderful wedding at which we met all old friends and then the travel to Mexico, it was very hectic and, honestly, stressful time. Therefore we longed for some rest at the beach sipping coctails and just enjoying each others companionship. The dream could finally come true once we arrived to Mazunte – a small village situated at the Pacific Ocean.

Mazunte is a charming village with a nice mexican atmosphere and without the noise of the typical beach resorts (such as Acapulco). Its beaches are rather pristine, beautifully hidden in the rocky bays. Many of the bungalows are facing the sea and have a beautiful view and are surrounded by the mesmarizing sound of the forceful waves of the Pacific. People here have much darker complexion, but also seem a lot more friendly (but with Mexican indifference). There are not many tourists here, but many of them seem of mexican or hispanic origins making the place more authentic (you do not hear that much english in here).

However, Mazunte is no paradise. Barely a month ago it was hit by a hurricane that took off the roofs of 60% of houses (it does not say much, because the roofs are made of palm leaves). Fortunately, when we came most of the houses have been already rebuilt and we found little traces of the recent hurricane. What struck us the most is the heat – coming from the more mild climate of the highlands, we were all wet as soon as we left the bus. It is actually hard to do anything during the day, because the high temperature and high humidity are almost unbearable. Of course, most of the rooms here do not have an air-conn making it hard to escape the heat. Secondly, the insects keep going everywhere and invisible mosquitos bite like hell. The only possible activity during the day is just staying in the shade and waiting for the evening cool to come. Suprisingly, that is exactly what we needed!

We got a nice room with a terrace and a sea view, but most of the time we spent reading, looking at the sea and drinking flavoured agua. In the evenings, we could have strolls on the beach or to a wonderful view point from nearby rocks.We also tried swimming in the ocean, but very strong waves made it rather a hazardful activity.

It is a pitty to leave this relaxing place – tonight we are heading to San Cristobal de las Casas to hunt more Maya treasures.

Around Oaxaca

Today we decided to take an organised tour around tourist attractions close to Oaxaca – Mitla ruins, petrified waterfalls (Hiervo el Agua), rugs weaving factory in Teotitlan of Valley, 聽Mezcal destillery (am alcoholic bevarage similar to tequilla) and 聽El Tule which is the home to one of the oldest trees in the world. It was rather commercial tour and the guide took as to many shops where we were supposed to buy local goods. We decided that it was the last time we took such a tour. Tomorrow, we are heading to the Oaxaca beaches.

ruiny w Mitla, hiervo el agua

Dzisiaj. Dzisiaj bylo d艂ugie, chocia偶 zrobili艣my niewiele. Niczym typowy, leniwy turysta wsadzili艣my nasze pupcie w mini busa i pojechali艣my na zorganizowan膮 wycieczk臋. Niestety jako globtroterzy cierpieli艣my na brak wolno艣ci wybor贸w miejsc i czasu.

Co ciekawe, tutaj zauwa偶amy, 偶e wszystkie miejsca turystyczne nie tylko s膮 przygotowane pod zagranicznego turyst臋, ale przede wszystkim pod meksyka艅skiego. Cz臋sto ludzie sprzedaj膮cy r贸偶nego rodzaju produkty zaczynaj膮 si臋 waha膰 kiedy nagle w t艂umie widz膮 bia艂ego, ogromnego cz艂owieka i cz臋sto rezygnuj膮 z zaoferowania nam swojego wyrobu – sytuacja totalnie nietypowa w por贸wnaniu z Tajlandi膮.

Zobaczyli艣my dzisiaj ruiny w Mitla – raczej niewielkie w por贸wnaniu z tymi, kt贸re widzieli艣my niedaleko Miasta Meksyk.

Hiervo el agua – 藕r贸d艂a wodne tworz膮ce najpierw baseny, a potem sp艂ywaj膮ce powoli z g贸r w taki spos贸b, 偶e tworzy艂y mineralne stalagdyty.

Potem zatrzymali艣my si臋 jeszcze w kilku miejscach gdzie pokazali nam jak robi si臋 trunek zwany Mezcal – podobny do Tequili i robiony z Agawy, jak robi si臋 dywany – poczynaj膮c od zrobienia nici z we艂ny, zabarwienia ich naturalnymi skladnikami i stworzenia dywan贸w a偶 w ko艅cu zobaczyli艣my ogromne drzewo, kt贸re mia艂o ponad 2000 lat. To drzewo spija pono膰 10 000 litr贸w wody dziennie (miara z pewno艣ci膮 przesadzona), a poniewa偶 bagno, na kt贸rym wyros艂o dawno wysch艂o i zamieni艂o si臋 w wiosk臋, teraz musi by膰 nawadniane sztucznie.

Jutro ruszamy w kierunku pla偶y! Dowiedzieli艣my si臋, 偶e Oaxaca艅skie pla偶e miesi膮c temu nawiedzi艂 huragan – troch臋 nie wiemy wi臋c czego si臋 spodziewa膰. Jutro si臋 wszystko oka偶e.

Oaxaca 鈥 the land of chocolate

Imagine a land where everything is made of chocolate… No, this is not聽 the beginning of the Hansel and Gratel fairy tale – it is an authentic place in Mexico and it is called Oaxaca.

After rather longish trip from Mexico City through Sierra Madre mountains we finally arrived to Oaxaca. Although it was already after sunset the place made an impression of a quiet and quite elegant town. Cobbled streets, one or two storey buildings, colonial-style city plan and friendly mexicans on the streets made for a good beginning. Our beds in the cosy Pochon hostel were already waiting for us and after a quick refreshing we went out to eat some Pozole (mexican-style meat soup).

However, real expolration of the treasures of Oaxaca did not start until next morning. Next to spacious plazas, impressive mexican-baroque churches and quiet parks we found busy street markets with handcraft, vegies and food.

Above all, the main specialization of Oaxaca is cocoa. In different forms: chocolate, hot chocolate, in coffee or even… as a spicy dark sauce called mole negro. It is usually served with some tortillas or in a chicken stew. That is right – chicken served in hot chocolate! We tried it on one of street markets and it was absolutely delicious. Like nothing we have eaten before, in a good sense. If you ever come to Oaxaca, you have to eat some (don’t worry we are bringing some of the sauce home, so you if you hurry we can share some).

We just hope the witch (known here as Montezuma) will not catch us tomorrow and punish with the food poisoning.

Oaxaca

D艂ugi czas nie mogli艣my si臋 zdecydowa膰 gdzie chcemy dalej jecha膰. W ko艅cu dzie艅 przed naszym wyjazdem z Mexico City stan臋艂o na trzech opcjach:

Czy jecha膰 do Taxco – ma艂ego, pono膰 uroczego miasteczka stosunkowo niedaleko od Ciudad de Mexico, znanego z taniego srebra, ale mocno turystycznego. Musieliby艣my jednak potem znowu wraca膰 do Mexico City, 偶eby wybra膰 si臋 w dalsz膮 podr贸偶.

Opcj膮 drug膮 by艂a Puebla polecana przez przypadkowego s膮siada w czasie jednego z obiad贸w. Jedno z wi臋kszych miast Meksyku, z mn贸stwem ko艣cio艂贸w i piramidami w pobli偶u.

I w ko艅cu Oaxaca (czyt. 艁achaka) – miasto, kt贸re i tak musieli艣my min膮膰 w naszej podr贸偶y do Miasta Guatemala (sk膮d b臋dziemy odbywa膰 za kilka tygodni lot powrotny).

Decyzja by艂a ci臋偶ka, bo mimo, 偶e nasz miesi膮c miodowy w niezwyk艂y spos贸b sta艂 si臋 prawdziwym miesi膮cem (miejmy nadziej臋, 偶e miodowym pozostanie) czasu wcale nie mamy wiele, bo droga jest d艂uga i mn贸stwo po drodze do zobaczenia.

Dopiero w ostatniej chwili postanowili艣my jecha膰 bezpo艣rednio do Oaxaki i tu zacz臋艂y si臋 robi膰 schody. Nie mogli艣my znale偶膰 noclegu, a ponadto wszystkie autobusy by艂y ju偶 porezerwowane. W ko艅cu uda艂o nam si臋 wynegocjowa膰 2 l贸偶ka w jednym z hosteli i dwa miejsca (nawet ko艂o siebie) w autobusie. Niestety ko艂o toalety.

Poza zapachami drog臋 urozmaica艂y nam pi臋kne widoki – g贸ry, lasy drzewno-kaktusowe i ogl膮danie odcink贸w nagra艅 Cejrowskiego o Meksyku (kt贸re zakupili艣my jeszcze w trakcie naszego pobytu w Polsce). Dowiedzieli艣my si臋 z nich kilku bardziej i mniej ciekawych rzeczy, najbardziej jednak zaciekawi艂a nas historia obrazu Panienki z Guadalupe (kt贸rej niestety nie uda nam sie odwiedzi膰 w czasie naszej podr贸偶y). Przeczytanie tej historii zostawiamy Szanownym Czytelnikom.

Kopia obrazu wisi niemal偶e w ka偶dym przez nas zwiedzanym ko艣ciele (a ko艣cio艂ow tutaj jest sporo). Co ciekawsze jednak tutaj, w Oaxace bardzo cz臋sto spotykamy obrazy Jana Pawla II (kt贸ry pono膰 odwiedzi艂 to miasto) i obraz Jezusa 艢wi臋tej Faustyny.

pani sprzedaj膮ca na rynku dr贸b

Oaxaca podoba nam si臋 du偶o bardziej ni偶 Miasto Meksyk – jest mniejsza i bardziej urocza. Postanowili艣my tu zosta膰 jeszcze dwie dodatkowe noce, a Bartek staraj膮c si臋 o wi臋kszy rozg艂os i zacz膮艂 udziela膰 wywiad贸w (po Hiszpa艅sku – nie jeste艣my tylko pewni co ostatecznie powiedzia艂).

Aby nie przed艂u偶ac, prosimy jeszcze Naszych Szanownych Czytelnik贸w o zostawianie nam opinii jakiego rodzaju opisy czytaliby艣cie najch臋tniej – czy bardzo szczegolowe czy lepiej kr贸tkie i zwi臋z艂e. Pozdrawiamy Was wszystkich Bardzo serdecznie! A zw艂aszcza gor膮ce buziaki dla Cioci Ity, kt贸ra obchodzi dzisiaj swoje urodziny!

Mexico City 鈥 po raz ostatni

Deszcz? M贸wili艣my kiedy艣 co艣 o deszczu? Dzisiaj pogoda byla prze艣liczna! Troch臋 g艂upio si臋 przyzna膰, ale tak bardzo si臋 tego nie spodziewali艣my, 偶e si臋 troch臋 spalili艣my.

Pojechali艣my dzisiaj do piramid Teotihuac谩n. 聽Zrobi艂y na nas ogromne wra偶enie! Mieszkaj膮cy tam do 600/800 roku ludzie budowli nie tylko piramidy, ale nawet pi臋trowe domy. Na najwy偶szej z piramid zrobili艣my kr贸tk膮 przerw臋 jedz膮c przepyszne lokalne owoce (nie mo偶emy zrozumie膰 czemu niekt贸rym nie smakuje meksyka艅skie jedzenie!)

Kaktusy

piramida w Teotihuac谩n

Po powrocie spr贸bowali艣my lokalnego piwa, albo raczej normalnego piwa z dodatkiem limonki, pieprzu i oszronione sol膮 i chili. Mia艂o ciekawy smak, mo偶e jeszcze kiedy艣 spr贸bujemy. Bartek zachwyca艂 si臋 smakiem lokalnego hamburgera, oczywi艣cie na ostro, a Majka skosztowa艂a azteckiej zupki pomidorowej (te偶 na ostro). Planujemy jeszcze dzisiaj wzi膮膰 udzial we wsp贸lnym gotowaniu enchiladas w naszym hostelu – trzymajcie kciuki! mo偶e nam si臋 uda!